Dzień dziecka

Wszyscy jesteśmy dziećmi, w mniejszych lub większych ciałach. Ma to swoje różne konsekwencje.

Wiele z  trudności, które pojawiają się w naszym życiu wynika z tego, że na bieżące sytuacje reagujemy z dziecięcego poziomu. Na przykład w obliczu czyichś oczekiwań stajemy się bezbronni, trudno nam odmawiać, żeby nie zarobić komuś przykrości. Może tak się zdarzać, ponieważ konsekwentnie realizujemy scenariusz mający swe źródła w dzieciństwie. Kiedy byliśmy mali, byliśmy zależni od otaczających nas dorosłych. Z różnych względów mogło w nas pojawić się odczucie, że „nieposłuszeństwo” grozi odrzuceniem, porzuceniem. Była to więc sytuacja dla nas realnie zagrażająca, bowiem nie bylibyśmy w stanie poradzić sobie wówczas bez opieki ze strony dorosłych. Takie odczucie, postawa była więc zupełnie naturalna, uzasadniona. Teraz, kiedy jesteśmy dorośli, ten sposób reagowania poczuciem zagrożenia na oczekiwania innych jest nieuzasadniony. Jeśli nie możemy czy nie chcemy spełnić czyichś oczekiwań, to w najgorszym wypadku grozi nam utrata relacji. Teraz jednak, gdy jesteśmy dorośli, nie spowoduje to dla nas realnego niebezpieczeństwa, jak w dzieciństwie, gdy nie bylibyśmy w stanie przetrwać bez innych. Teraz jesteśmy na tyle dorośli, by poradzić sobie z zaspokojeniem swoich potrzeb. Warto więc zobaczyć, że mechanizmy reagowania, które miały swoje uzasadnienie w dzieciństwie, teraz już są nieadekwatne i niekonstruktywne.

U wielu osób pojawia się teraz wątpliwość: no tak, ale kiedy nie zaspokoję oczekiwań drugiego człowieka, to sprawię mu przykrość. To oznacza, że mamy tendencję do brania odpowiedzialności za uczucia i emocje innych ludzi. Oczywiście, mamy pewien wpływ na samopoczucie bliskich, możemy intencjonalnie podjąć działania na rzecz poprawy ich nastroju. Nie ponosimy jednak za ich stan odpowiedzialności. Skąd zatem tak głęboko zakorzenione w nas poczucie, że nie możemy odmówić, bo sprawimy komuś przykrość? Często z czasu dzieciństwa, kiedy to słyszeliśmy od znaczących dorosłych „zobacz jak mi jest przez ciebie smutno”, „tak się zachowałeś, że musiałam się na ciebie wkurzyć”, „ czuję się przez ciebie źle”. Takie słowa i wiele zachowań ze strony dorosłych przenosi odpowiedzialność za stan psychiczny osoby dorosłej na dziecko. Paradoksalnie wiele dzieci obarczanych jest odpowiedzialnością za różne decyzje, na które nie są one gotowe. Gdzie teraz pójdziemy? Co zjemy na kolację? Czy mam rozwieść się z mamą? Sprawia to, że dziecko stawiane jest w randze wyższej, niż jest mu przypisana. Stawiane jest ponad rodzicami. Co się wówczas dzieje? Dziecko postawione ponad matką i ojcem (poprzez przeniesienie na niego odpowiedzialności za decyzje czy stany emocjonalne dorosłych) pozbawione zostaje „źródła zasilania”, czyli rodziców, kogoś, kto jest większy i mocniejszy niż ono samo. Gdy doświadczyliśmy takiej sytuacji, mamy tendencję do brania na siebie „za dużo”, możemy czuć się przemęczeni, przeciążeni. Często wówczas mamy trudność z uznaniem prostego faktu, że w stosunku do swojej matki czy ojca jesteśmy dziećmi. Najpierw byli oni, potem my.

Pokazuje to, że w kontekście systemowym pozostajemy ciągle dziećmi, natomiast w sferze psychicznej dorastamy, bierzemy odpowiedzialność za swoje życie.

Pozwólmy sobie zatem być dziećmi, które biorą i rozwijajmy w sobie dorosłego, który daje (dzieciom, światu). To pozwala na swobodny przepływ.

Przewiń do góry