Autor: Justyna Staszewska

O tym, jak chłopiec chciał zostać „prawdziwym mężczyzną”.

Czy mężczyzna może czuć? Czy może okazywać emocje? Czy jest wtedy prawdziwym mężczyzną? Jakiś czas temu trafił do mojego gabinetu młody człowiek, już pełnoletni, ale jeszcze dojrzewający, nazwijmy go Tomek. Zgłosił się po pomoc, ponieważ robił rzeczy, które zagrażały jego życiu. Kiedy zaczęliśmy wspólnie badać podłoże tych zachowań okazało się, że chłopak miał przekonanie, że nie spełnia oczekiwań swojego otoczenia jako młody mężczyzna. Nałożyły się tu trzy wątki. Tomek był od wielu lat wychowywany przez mamę, miał młodsze rodzeństwo, z ojcem miał ograniczony kontakt. W związku z tym od dawna słyszał od ważnego mężczyzny z rodziny, że teraz on powinien być „facetem”, czuć się odpowiedzialny za mamę i rodzeństwo, nie sprawiać problemów, być twardym. Chłopak czuł, że nie dźwiga tego ciężaru, że sprawia zawód matce (choć w szczerej rozmowie wyznała, że  takiej postawy od niego nie oczekiwała). Innym ważnym aspektem było postrzeganie siebie, jako zbyt emocjonalnego. Kiedy przyjrzeliśmy się, jak Tomek to rozumie, co konkretnie ma na myśli, okazało się, że przeżywa różne emocje, rozpoznaje je, nazywa i wyraża wprost, szczególnie te „pozytywne”.  I to stanowiło dla niego problem, miał bowiem przekonanie, że prawdziwy mężczyzna jest „twardy”, co znaczyło dla niego – nie czuje, nie przeżywa, nie okazuje pozytywnych uczuć.

Między duchem a ciałem, czyli jesteśmy całością.

Miałam szczęście wziąć udział w fantastycznym przedsięwzięciu wykreowanym przez Olę Niewiadowską-Pakułę. To cykl 10 rozmów z kobietami pracującymi w obszarze ciała i psychiki. To były bardzo inspirujące spotkania. Dotknęłyśmy wielu zakamarków ciała i duszy. Mówimy o przyjemności, bólu, szacunku, trosce. Wymieniamy się wiedzą i refleksjami. Rozmawiamy nie tylko o kobiecych ciałach. Nasze przemyślenia dotyczą ludzkiego funkcjonowania, w którym ciało jest mieszkaniem dla psychiki, dla duszy. Warto zatrzymać się na moment, by świadomie zadbać o to mieszkanie. To pozwoli nam żyć zdrowiej, pełniej, szczęśliwiej. Zapraszam zatem do wysłuchania wszystkich odcinków, tu linki do tych, w których można usłyszeć moje refleksje. https://gocast.pl/podcast/miedzy-duchem-a-cialem-01-czy-to-naprawde-moje-mysli/ https://gocast.pl/podcast/miedzy-duchem-a-cialem-03-uslysz-swoje-cialo/ https://gocast.pl/podcast/miedzy-duchem-a-cialem-10-wystarczajaco-dobre-cialo/

Reset, restart i aktualizacja oprogramowania.

Zrobiłam sobie wolne. Wyjechałam. Było dużo wrażeń. Paradoksalnie jednak te wrażenia nie pochodziły z zewnątrz. Od jakiegoś czasu stałym punktem w roku jest wyjazd na odosobnienie medytacyjne z jogą i milczeniem. Tym razem tydzień milczenia po słowacku, w towarzystwie osób, z którymi nie mówimy w tym samym języku. Nie przeszkadzało to w zbudowaniu więzi, poczucia jedności we wspólnym byciu w tym, co jest. Siedem godzin praktyki asan, pranajamy, pracy na rzecz domu, zakończenie dnia przy ognisku wśród starych dębów. Uważność w trakcie jedzenia, chodzenia, praktyki. I cisza. W tej ciszy poza wibracyjnym dźwiękiem świerszczy, śpiewem ptaków czy miauczeniem kota można usłyszeć myśli, zobaczyć wspomnienia, obejrzeć plany. Dużo tego przewija się na ekranie umysłu. Nudy nie ma. Jednak cała zabawa polega na tym, by nie chwytać się ich, by oglądać i wypuszczać, pozwalać odpłynąć. Czasem, pomiędzy tymi atrakcjami, pojawia się chwila zwykłego bycia, wdechu i wydechu oraz przestrzeni pomiędzy nimi. Po tygodniu próby bycia z oddechem, wypuszczania myśli, projekcji, wrażeń kwestia oddechu nabrała dodatkowego wymiaru. W tym czasie kończyły się dni mojej przyjaciółki. Ze względu na charakter choroby, ciężko jej się oddychało. Ostatecznie każdy wdech i wydech był dla niej osiągnięciem. I nadszedł koniec. Jej koniec w ziemskim ciele. W ostatni

Teren nieznany, mapy brak – 2020/2021

Jakby to było cudownie, gdyby zmiana jednej cyfry spowodowała znaczące przemiany na lepsze w losach naszych i świata. Gdyby tak okazało się, że teraz już będzie lżej, z górki. Oby. Ponieważ nie mamy jednak co do tego pewności, sprawdźmy jak jesteśmy przygotowani na nowe, czymkolwiek będzie. A jeśli miniony rok był rodzajem treningu, przygotowania, próby generalnej? Jakie wnioski wyciągnęliśmy z niego? Czego dowiedzieliśmy się sami o sobie, o najbliższych, o świecie, w którym funkcjonujemy? Wszak jedna z teorii inteligencji mówi, iż nie tyle istotna jest ilość posiadanych informacji, ile zdolność posługiwania się nimi, wykorzystywania ich wtedy, gdy są potrzebne. Warto więc zadać sobie pytania:• Jakie moje dotychczasowe przekonania zostały przez miniony rok obalone?Każdy z nas dokona zapewne swoich osobistych odkryć w tym obszarze. Są „prawdy”, które spadły z piedestału dla większości z nas (trzeba chodzić do pracy, dzieci nie mogą za dużo siedzieć przed komputerem itp.). Jakie niepodważalne dotychczas przekonania zderzyły się z „nową rzeczywistością” ?Skieruje nas to być może ku pytaniom o „tradycje” czy „prawdy” i o ich nienaruszalność, stałość. Jeśli bowiem okazuje się, że działamy obecnie w taki sposób, o który jeszcze rok temu nie podejrzewalibyśmy samych siebie ani naszych bliskich, to być może inne „zwyczaje” tez mogą

Przewiń do góry