O tym, jak chłopiec chciał zostać „prawdziwym mężczyzną”.

Czy mężczyzna może czuć? Czy może okazywać emocje? Czy jest wtedy prawdziwym mężczyzną?

Jakiś czas temu trafił do mojego gabinetu młody człowiek, już pełnoletni, ale jeszcze dojrzewający, nazwijmy go Tomek. Zgłosił się po pomoc, ponieważ robił rzeczy, które zagrażały jego życiu. Kiedy zaczęliśmy wspólnie badać podłoże tych zachowań okazało się, że chłopak miał przekonanie, że nie spełnia oczekiwań swojego otoczenia jako młody mężczyzna. Nałożyły się tu trzy wątki.

Tomek był od wielu lat wychowywany przez mamę, miał młodsze rodzeństwo, z ojcem miał ograniczony kontakt. W związku z tym od dawna słyszał od ważnego mężczyzny z rodziny, że teraz on powinien być „facetem”, czuć się odpowiedzialny za mamę i rodzeństwo, nie sprawiać problemów, być twardym. Chłopak czuł, że nie dźwiga tego ciężaru, że sprawia zawód matce (choć w szczerej rozmowie wyznała, że  takiej postawy od niego nie oczekiwała).

Innym ważnym aspektem było postrzeganie siebie, jako zbyt emocjonalnego. Kiedy przyjrzeliśmy się, jak Tomek to rozumie, co konkretnie ma na myśli, okazało się, że przeżywa różne emocje, rozpoznaje je, nazywa i wyraża wprost, szczególnie te „pozytywne”.  I to stanowiło dla niego problem, miał bowiem przekonanie, że prawdziwy mężczyzna jest „twardy”, co znaczyło dla niego – nie czuje, nie przeżywa, nie okazuje pozytywnych uczuć. Chłopak w związku z tym miał przekonanie, że nie funkcjonuje jak „prawdziwy mężczyzna”.

No i ostatni wątek: alkohol. W jego rodzinie mężczyźni których podziwiał pili. Jednego z nich obrał za swój autorytet w dziedzinie męskości: twardy, konkretny, bezkompromisowy. Pijący. W związku z tym Tomek też pił często, w takich ilościach, które wprowadzały szkody w jego życie. Trzymał się jednak myśli, że jako „prawdziwy mężczyzna” nie może nie pić.

Podsumowując: chłopak przyjął za swój sposób myślenia stereotypy i przekonania płynące z przekazów znaczących dla niego mężczyzn. Opierały się one na mechanizmie odcięcia od uczuć i emocji.

Otwarty umysł Tomka pozwoliły mu na zobaczenie szerszej perspektywy. Spostrzegł, że są mężczyźni, których podziwia i którzy są trzeźwi i w kontakcie ze sobą i swoimi przeżyciami. Zobaczył też, ze wiele piosenek, tekstów tworzonych i wykonywanych przez mężczyzn płynie właśnie z ich wrażliwości. Zaczął powolny proces tworzenia konstruktywnej męskiej tożsamości ( w czym oczywiście lepiej pomogą mu inni mężczyźni, niż ja).

Odczuwanie, współodczuwanie jest przecież cechą ludzką. Być może ze względów biologicznych kobiety mają do niego łatwiejszy dostęp, lecz przecież przeżywanie i wyrażanie emocji nie jest czynnikiem upośledzającym mężczyznę. Poszerza tylko jego spektrum możliwości doświadczania świata. Udowodnione jest również, że aleksytymia (w skrócie mówiąc brak kontaktu z własnymi przeżyciami) wpływa znacząco na rozwój niektórych chorób, w tym przyczynia się do zawału serca.

Oczywiści możemy również odnieść się do kontekstu społeczno-kulturowego, który takie cechy jak wrażliwość czy wyrażanie emocji (w tym płacz) traktuje jako deprecjonujące (mażesz się jak baba…), ocieramy się tu o kwestię patriarchatu. Ale o tym kiedy indziej..

Doświadczanie emocji i ich bezpieczne wyrażanie jest ok. Jak zatem sprawić, by wszyscy czuli się równie dobrze ze swoimi emocjami, odczuciami, by mogli traktować je jako drogowskazy, informacje o tym, ze właśnie dzieje się coś, co lubimy lub że przekraczane są nasze granice czy naruszane nasze wartości? I wzmocnić przekonanie mężczyzn i kobiet, że wszyscy miewamy „miękki brzuszek”?

Nie mam gotowego rozwiązania. Myślę jednak, że ważne jest abyśmy wyrażali emocje w sposób bezpieczny dla siebie i innych (chyba, że zagrożone jest życie nasze czy naszych bliskich). Zdaje się bowiem, że w wielu przypadkach lęk przed przeżywaniem (poza stereotypami i kontekstem społeczno-kulturowym) może mieć swoje źródło w doświadczeniu kontaktu z zagrażająca ekspresją emocji.

A gdyby ktoś chciał nawiązać kontakt ze swoimi emocjami to proponuję:

  1. Zrobić listę emocji, które ludzie przeżywają (można znaleźć w książkach;)
  2. Na początek raz dziennie zapytać siebie: co teraz czuję?
  3. W relacjach z innymi (na początek z bliskimi) powiedzieć to głośno, nazywając po prostu stan, w jakim jesteś, bez zrzucania na kogokolwiek odpowiedzialności za ten stan.

cdn…

photo: Mahdi Bafande on Unsplash

Przewiń do góry